wtorek, 4 listopada 2014

MENISK

     Dwa ciężkie dni, pełne smutku i wspomnień, rozmów z dziećmi o przemijaniu. I o tym, że brakuje nam ich Taty cały czas, nie przestajemy o Nim myśleć nawet na jeden dzień. Wieczorem, w kończący się już Dzień Zaduszny, czuję, że jestem jak menisk. Wystarczy jedna kropla, żeby nagromadzone we mnie uczucia się przelały. I właśnie wtedy twitter zaczyna się bawić w zabawę, polegającą na takiej zmianie treści tytułów znanych filmów, czy dzieł literackich i muzycznych, żeby w treści znalazło się słowo penis (#tytułyzpenisem). Chwila zawahania, przecież to Zaduszki. A potem zaczynam wymyślać razem z innymi. Pojawiają się dziesiątki śmiesznych skojarzeń, zabawa rozkręca się na całego. Przy niektórych tytułach śmieję się na głos. Do laptopu. Tylko twitter potrafi mnie tak rozbroić. Właśnie przez to, że mogę ot tak włączyć się do głupiej zabawy. Bawisz się? Bawię. To ja też. Ja też coś fajnego wymyśliłem. O, a ja sypnę trzema naraz. Penisy opanowują w pewnym momencie cały mój timeline. Słowa krytyki, bo takie też się pojawiły, są myślę zupełnie niepotrzebne. Nigdy nie wiemy, co kogoś rozładowuje, jego napięcie, smutek, depresję. To wcale nie takie rzadkie zjawisko, że śmiejemy się na stypach, wspominamy żartem zmarłego, albo jego żartobliwe podejście do życia. Twitter bywa antydepresantem. Bez farmakologii. Bez kozetki. Wygadujesz co ci leży na sumieniu, bądź słuchasz. Raz prawisz głupoty, a raz gadasz naprawdę serio. Od gorzkiej refleksji przechodzisz do najbardziej rubasznego żartu. Twitter ma właściwą dla życia sinusoidę. 
    Udział w tej zbiorowej głupawce pozytywnie rozwala moje siły spójności, jak w menisku. Jesteśmy czasem naczyniem wypełnionym po brzegi, ograniczonym ściankami różnych uczuć. Nie jestem meniskiem wypukłym, w którym siły spójności są większe niż siła przylegania myślami do uczuć. Taką spójność ma miód. Ja jestem meniskiem wklęsłym. Bardziej przylegam do ścianek uczuć niż posiadam wewnętrzną spójność. Jak... alkohol. Czuję po tej zabawie taką ulgę, jakby nie tylko rozlał się płyn wewnątrz mnie, ale rozsadziło cały kieliszek. Mogłabym swój wklęsły menisk dopełnić, przelać alkoholem, ale twitter załatwił to za mnie. Po kilku ćwierkach z penisem w tytule czuję się jak Lucien z "Amelii", który wyrzuca z siebie z ulgą inwektywy pod adresem znienawidzonego właściciela straganu, pana Colignon. Bo życie bywa czasem tak smutne i nie-do-pojęcia, że śmiech jest naturalną tego konsekwencją, przelaniem menisku, przerwaniem napięcia jedną kroplą za dużo. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz