sobota, 29 listopada 2014

TŁUCZEK

     Nie umiem napisać nic "na pstryk". Nie dlatego, że potrzebuję jakiejś szczególnie twórczej atmosfery w domu, bo nie mam jej nigdy. Z dwójką małych dzieci "czas tylko dla mnie" skraca się w ciągu doby do góra dwóch godzin wieczorem, kiedy położę ich spać. W ciągu dnia, nawet kiedy  moi synowie zajęci są tylko sobą, z drugiego pokoju gada do mnie Pan Krab i Bob Gąbka, albo natychmiast trzeba odnaleźć długą łyżkę do butów, którą Mały zapala światło idąc do łazienki siku. Moje myśli przeskakują od tłuczka do mięsa do pseudofilozoficznych rozważań egzystencjalnych. I jak to draństwo ubrać w słowa... Próbuję tłuczkiem uprościć nieco Heideggera, ale udaje się rzadko. 
     Czasem mam do pisania melodię. Bezczelnie zaczyna grać wtedy, kiedy nalewam wodę do wanny na wieczorną kąpiel dla synów. Wycieram szybko ręce, biegnę do laptopu rozłożonego na łóżku w sypialni, piszę szybko, nie bacząc na błędy i literówki, biegnę z powrotem do łazienki, sprawdzam, czy nie za zimna lub za gorąca, biegiem wracam do sypialni... och... jak to było? Uciekło gdzieś... Umiem lać wodę tylko do wanny... 
     Kiedy więc mam potrzebę wyrzucenia z siebie myśli, które w jakiś przedziwny sposób po napisaniu stają się mniej męczące, a które gromadzą się w mojej głowie jak gaz w balonie, baczę tylko, aby dziecka nie wsadzić do zmywarki, a talerzy do wanny. Nie traktuję swoich myśli jako godnych uwiecznienia. Nic bardziej mylnego. Zawsze mi się wydaje, że to co właśnie piszę jest banalne jak naleśnikowe ciasto. W mojej głowie słowa brzmią co prawda czasem pięknie i górnolotnie, ale kiedy je wypowiadam, albo przenoszę na papier, są cienkie i płaskie jak świeżo usmażone naleśniki. Może takie po prostu są? W zamkniętej przestrzeni głowy wydają się być wielkie i ważne, a wypuszczone w świat - maleńkie i potrącane ramionami tłumu myśli innych ludzi.  I chyba o to mi właśnie chodzi. Zderzam je z myślami innych, żeby w tej konfrontacji utraciły trochę swoją moc. 
     Uwielbiam wymianę myśli i żartów na twitterze. Wolę słowny pingpong niż rozkoszowanie się blogowym curlingiem. Wrzucam teksty tutaj i na twitterze, jakbym się bawiła yo-yo. Bo zadziwia mnie nieodmiennie, jak wiele lekceważonych przeze mnie myśli, a przeczytanych przez innych, do mnie wraca. Z różną siłą, napięciem sznurka, szybkością i finezją ruchu ręki. I chyba po to jest ten blog. O niezwykłej wymianie myśli każdego autoramentu na twitterze nie wspomnę. Szuflada tego nie potrafi. 


                                                     Julia Child via Dangerous Minds 



7 komentarzy:

  1. Ja tylko chciałam napisać, że już się martwiłam! Cieszę się, że wróciłaś :-) Ściskam.
    /sąsiadka

    OdpowiedzUsuń
  2. O tych myślach to jest myśl godna uwiecznienia .
    Tak to napisałem Ja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myśl o myślach godna uwiecznienia i o słowach też.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam wcale nie uważam, że ciasto naleśnikowe proste jest.Zawsze dodaję wody gazowanej, odstawiam na pół godziny, a ono wtedy tworzy trudne struktury.Nie_ proste. Naleśniki napełnione gazem mogą wszak unosić banalne myśli, ale nie_koniecznie tylko takie 😉

    OdpowiedzUsuń
  5. On sie pyta, co tu napisane! Ho ho! Tu jest dużo napisane, same ważne rzeczy tu napisane, byle czego sie nie pisze. Pisanie to nie gadanie. (Konopielka)

    OdpowiedzUsuń
  6. masz aż dwie godziny dziennie tylko dla siebie?!?!?!? zazdroszczę... :)

    OdpowiedzUsuń